logo

Blog

Ułożyłem swoje życie w 100% pod ju-jitsu – zawodnik i trener Mateusz Hebdowski

Wroxgym

Wroxgym

Ułożyłem swoje życie w 100% pod ju-jitsu

– zawodnik i trener Mateusz Hebdowski


Mateusz Hebdowski łączy we Wrox Gymie dwie role – zawodnika i trenera. Zaliczany do grona młodych wilków polskiego ju-jitsu, którzy regularnie stają na podium w turniejach polskich i zagranicznych. Od niedawna przekazuje swoje umiejętności kolejnemu pokoleniu, prowadząc zajęcia z grupą juniorską oraz z dorosłymi podczas spotkań indywidualnych. Koneser mocnej muzyki metalowej.



Wrox News: Mateuszu, trenujesz we Wrox Gymie, ale prowadzisz również treningi. Czyli łączysz dwie role: zawodnika oraz trenera. Chciałabym zacząć od tej drugiej roli, czyli trenera. Szkolisz grupę juniorską, ale z tego co wiem, prowadzisz także zajęcia indywidualne. Jak odnajdujesz się w roli trenera? Od kiedy prowadzisz zajęcia?


Mateusz Hebdowski: Na pierwszego personalnego załapałem się w 2022 r., kiedy wygrałem srebro na Mistrzostwach Świata [World IBJJF Jiu-Jitsu Championship – przyp. red.]. I to był taki moment, kiedy wpadł mi pierwszy personalny z kolegą 12-latkiem, który miał już wcześniej styczność z ju-jitsu, jednak była to osoba początkująca. Jeśli chodzi o rozpoczęcie przygody trenerskiej, to taki początkujący trening personalny realizowany na spokojnie, jest zawsze lepszą opcją niż rzucanie się na prowadzenie treningów grupowych. Bo tam jest kameralnie i mamy od razu feedback od osoby, z którą prowadzimy treningi. Pierwsze pół roku pracowałem tylko z tym jednym personalnym. Później przejąłem grupę juniorską. To była moja pierwsza styczność z sytuacją, w której musiałem zapanować nad młodzieżą. Na pewno było to dla mnie wyzwanie. Takie coś rozwija pod kątem własnego ju-jitsu, kiedy wszystkie techniki, które siedzą w głowie, trzeba nagle przekazać komuś innemu, łącznie ze wszystkimi detalami. To otwiera głowę.


WN: Jak projektujesz plan pracy z grupą juniorską?


MH: Dużo zależy od tego, ile uda mi się wyciągnąć od dzieciaków. Nigdy nie przychodzę na trening z myślą – zrobimy to i to, tylko patrzę, która technika się przyjmie, która będzie dla dzieci ciekawsza, która pozwoli mi utrzymać u nich wyższy poziom koncentracji. Te techniki są więc przeróżne w zależności od dnia. Jeżeli jest taki dzień, że dzieci nie są w stanie się skupić, to po prostu wrzucam im walki zadaniowe, zwykłe walki, walki w trójkach, żeby po prostu wykorzystać tą energię. Co do technik, to staram się lecieć takim systemem, że powiedzmy przez dwa tygodnie skupiamy się na danej gardzie lub na danym skończeniu. Następnie płynnie przechodzę między technikami, żeby one się ze sobą łączyły. 


WN: Powiedziałeś, że prowadzenie zajęć rozwija własne ju-jitsu. Czy możesz to rozwinąć?


MH: Tu mi się nasuwa taki cytat, co prawda nie wiem kogo, że „dopóki nie jesteś w stanie komuś czegoś wytłumaczyć, to samemu tego nie rozumiesz”. Wydawało mi się, że znam bardzo wiele technik, lecz kiedy próbowałem przekazać tę wiedzę dalej to pojawiały się jakieś braki, nie byłem pewny pewnych detali. Zauważyłem wówczas, że do perfekcji – jeśli chodzi o poziom techniczny – to miałem bardzo daleko i nadal mam. Przynajmniej wiem teraz, gdzie tego [wiedzy i umiejętności – przyp. red.] szukać, na czym się skupić, żeby się rozwijać dalej.


WN: Przejdę do twojej drugiej roli, w której jesteś bardziej rozpoznawalny w Polsce, czyli do roli zawodnika. Wiele mediów zajmujących się polskim ju-jitsu zalicza Ciebie do grupy tzw. młodych wilków, czyli osób, które już namieszały w polskim ju-jitsu, a wkrótce na pewno namieszają również w ju-jitsu europejskim i światowym. Masz na koncie mnóstwo sukcesów, wśród ostatnich można wymienić: złoto w 9. edycji SOLT, złoto na XXI Pucharze Polski w Koninie, na Mistrzostwach Polski No-Gi, na Mistrzostwach Polski w Ju-Jitsu, a także znakomite starty w formule Ne-Waza. Jak do tego doszło, że regularnie stajesz na podium? Opowiedz mi o ścieżce, która doprowadziła Cię do tego miejsca.


MH: Przede wszystkim trzeba wrócić do korzeni. Około 12 lat temu, jeszcze za dzieciaka, zaczynałem od treningów judo. Miałem wówczas jakieś 6 lat. Pierwszą osobą, która się pojawiła i wprowadziła u mnie odpowiedni mindset jest oczywiście Tomasz Skórkowski. Obstawiam, że gdybym nie miał takiej osoby, która by mi pokazała w jakim kierunku to powinno iść, to nie byłbym nastawiony na wynik sportowy, tylko trenowałbym raczej rekreacyjnie. To wszystko byłoby nie na poziomie sportu wyczynowego. Kiedy za dzieciaka startowałem na różnych małych turniejach w judo, rozwinęła się u mnie prawdziwa chęć rywalizacji na najwyższym poziomie. Udało mi się przy tym zostać. Zawsze miałem tę chęć, mimo że nie zawsze byłem zaciekawiony treningiem. Jak byłem mniejszy nie zawsze byłem ulubionym zawodnikiem na treningu, wynika to z tego, że nie zawsze się słuchałem i nie zawsze byłem w stanie dać z siebie 100%. Ale udało mi się zostać na tej drodze i wraz z wiekiem zrozumiałem, jakie kroki podejmować. Patrzyłem również na starszych zawodników, np. na Pawła Wadasa, na którym bardzo dużo się wzorowałem, jeśli chodzi o starty. Ważne było dla mnie również podejście całego klubu do zawodów. Warto wspomnieć, że Wrox Gym to takie miejsce, w którym każda trenująca osoba jeździ na zawody w swojej kategorii. I mało kto szuka wymówek. Wystarczyło więc, że ja to podłapałem i ta chęć zrobienia wyniku sportowego już we mnie została.


WN: Podkreślasz kwestię motywacji, ale sama motywacja i chęci nie wystarczą, żeby robić takie wyniki. Z pewnością w tle są ciężkie i regularne treningi. Jak wygląda Twoja rutyna treningowa?


MH: Na ten moment, z uwagi na wakacje, staram się trenować dwa razy dziennie. Przede wszystkim są to treningi ju-jitsu. Dwa razy w tygodniu realizuję jednostkę motoryczną. W sobotę mamy sparingi. Natomiast niedziela jest dniem, kiedy mogę odpocząć i zregenerować się przed następnym tygodniem, następnym cyklem treningowym. 


WN: Zawodnicy mają różne podejścia do startu. Jedni przygotowują sobie plan własnej walki. Inni skupiają się na przygotowaniu odpowiedzi na sekwencję spodziewanych technik od swoich głównych rywali. Nad czym Ty koncentrujesz się podczas przygotowań do zawodów?


MH: Uważam, że pewność siebie na zawodach będzie wynikała z poziomu umiejętności. I zawsze staram się – podchodząc do turnieju – znaleźć w sobie pewność, która wynika z dobrze przetrenowanego campu , z poprzednich startów, z analizy moich pojedynków. Staram się jednocześnie nie nastawiać na konkretne rzeczy, które wydarzą się w walce ze strony mojego przeciwnika. Często wiem, czego się mniej więcej spodziewać, ale staram się mieć otwartą głowę na każdą możliwą sytuację. Wiele razy miałem plan, żeby zrobić lotną balachę i wiele razy to nie wyszło tak, jak sobie to wyobrażałem. Teraz wolę pozostać przy tym, że w walce może się stać wszystko i staram się polegać tylko na tym, żeby być na to wszystko gotowym. Ta gotowość wynika z przetrenowanego czasu.


WN: Bardzo wcześniej zacząłeś treningi pod okiem Tomasza Skórkowskiego. Na początku judo, a potem kontynuacją było brazylijskie ju-jitsu [BJJ]. Jak to się stało, że trafiłeś pod skrzydła tego trenera?


MH: Odkąd byłem mały miałem taką zajawkę, czułem – po obejrzeniu „Wejścia Smoka” – podjaranie wszelkimi sztukami walki. W tym wieku ciężko mi było stwierdzić, które są efektywne. Miałem to szczęście, że trafiłem do klubu Wrox Gym na judo. Przed trenerem Tomaszem miałem kilka trenerek, nie do końca pamiętam ze względu na wiek, co tam się działo [podczas treningów – przyp. red.]. Podejrzewam, że gdzieś po dwóch latach treningu trafiłem pod skrzydła Tomasza Skórkowskiego. I tam rozpoczęła się metamorfoza pod kątem zawodniczym.


WN: Jakie są Twoje plany startowe na najbliższy czas?


MH: Na ten moment, planuję wystartować na Mistrzostwach Polski SOLT i w styczniu/lutym na Mistrzostwach Europy w gi [European IBJJF Jiu-Jitsu Championship 2025 – przyp. red.].


WN: Jesteś bardzo skutecznym zawodnikiem w obu formułach – gi i no-gi. Czy myślisz również o startach na zawodach ADCC?


MH: Tak, to jest coś, co mam z tyłu głowy. Teraz jest przełomowy moment, że trzeba się wyszkolić w leglockach . Cały czas staram się na tym pracować, czy podczas campów, czy podczas seminariów, między innymi z Olkiem Domagałą na dzisiejszym campie [Wrox Gym Summer Cump 2024 w Zakopanem – przyp. red.]. Staram się jak szukać możliwości rozwijania nowych technik w szczególności w no-gi, ze względu na to, że dla niedoświadczonej osoby mogą być one niebezpieczne. W przypadku gi, ze względu na charakterystykę Wrox Gymu, nie muszę szukać specjalnych rzeczy do przygotowania do turniejów w kimonach. Gi jest bardziej powszechne w naszym klubie. Dlatego uważam, że do startu w tej formule jestem zawsze  gotowy. Jeśli chodzi o skalę Polski to na pewno w kimonach Wrox Gym jest absolutnym topem. Jeżeli chodzi zaś o no-gi to powoli podgryzam tych przeciwników, którzy mnie interesują, ale jeszcze to nie jest jeszcze ten poziom, którego szukam. Ale na pewno będę chciał się rozwinąć i w tym kierunku.


WN: Mateuszu, zaczynałeś treningi ju-jitsu jako dziecko. Jednocześnie jesteś teraz trenerem dzieci. Jeżeli chodzi o rozwój sportowy dzieci to olbrzymią rolę odgrywają rodzice. Przywożą dzieci do klubu, mobilizują je do tego, aby wytrwały. Czy miałbyś jakąś garść wskazówek, jakieś rady dla rodziców dzieci, które obecnie u nas trenują?


MH: Od razu przychodzi mi na myśl każda sytuacja, kiedy jechałem z rodzicami, w szczególności z tatą na zawody. Potrafiłem w wieku 12 lat porwać się na start w adultach . Moi rodzice byli wtedy zdolni do tego, aby pójść do moich przeciwników i powiedzieć, że ja jestem dzieckiem i żeby ta walka nie była na 100%. Na pewno unikałbym sytuacji, w których rodzice chcą przejąć rolę trenera. W szczególności, jeśli nie mają doświadczenia. Jeśli ktoś nie ma pełnego zaufania do mnie jako trenera ze względu na mój wiek, na mniejsze doświadczenie, to we Wroksie można znaleźć wielu starszych, bardziej doświadczonych pod tym kątem zawodników i trenerów. Zatem pierwsza zasada dla rodziców to: nie przejmować roli trenera, bo często chcemy pomóc, a możemy przypadkiem przeszkodzić, czy to w starcie, czy w treningu. To jest po prostu droga dziecka. Nie powinno się w nią za mocno ingerować, tylko pozwolić mu samemu się rozwijać. Niekoniecznie podpowiadać gdzieś na treningu z boku, gdzie są obecne inne dzieci, bo nie każdy rodzic jest w takim samym stopniu zaangażowany. Przede wszystkim niech dzieci się tym bawią, niech to będzie dla nich przyjemne, niech to będzie rzecz, którą będą chciały same z siebie robić. Zdarza się tak, że rodzicom zależy bardziej niż dzieciom i w pewnym momencie, kiedy one już mają coś do powiedzenia, to wypalają się i przestają trenować. 


WN: Na zakończenie chciałabym się zapytać o Twoje życie poza matą. Czy masz jakieś inne pasje poza BJJ, czy sposoby na zapełnienie wolnego czasu?


MH: Trzeba zaznaczyć tutaj, że ułożyłem swoje życie w 100% pod ju-jitsu. Skupiam się na tym, żeby w wolnym czasie się przede wszystkim zregenerować. Przez to nie rozwinąłem zbyt wielu innych kierunków w swoim życiu. Ciekawostką jest to, że lubię mocniejszą muzykę metalową, to nawet potrafi być gdzieś death metal i można mnie spotkać na różnych koncertach tego typu.


WN: Możecie sobie przybić piątkę z Adamem Wardzińskim.


MH: Dokładnie. Pozdrowionka dla Pana Adama. Zawsze ma najlepszą playlistę na Mocnych Chłopach.


WN: Bardzo Ci dziękuję za wywiad.


MH: Dzięki.


trenuj z nami

Grafik zajęć

previous

poznaj dyscypline

Klasyczny boks

previous

Kontakt

WROX GYM | Najbardziej sportowa społeczność we Wrocławiu!

ul. Fryderyka Chopina 27A Wrocław, 51-609 Poland